Migawki

Już dzisiaj możesz zamówić reklamę w naszym czasopiśmie w promocyjnych cenach. Nie zwlekaj ani chwili!

Zobacz nasz cennik

 
akasha_logo.gif
Strona Główna arrow Elixir 2008 arrow Nr 10 arrow Wychować następcę
Wychować następcę Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
KiepskiŚwietny 

Dzieci w pracy eksploatacja czy wychowanie?
 

Pan Jan
Pan Jan ma ustalony od lat rytm życia. Nie różni się on wiele od rytmu, w jakim biegły dni jego ojca i dziadka… Mimo zmian i wkroczenia techniki do firmy, piekarnia rządzi się swoimi prawami… Tu nie można zacząć pracy później, zapomnieć o sprawdzeniu co 4 godziny zaczynu, czy dobrze rośnie, albo nagle odkryć, że skończyły się zapasy dodatków. Przecież co rano stali klienci właśnie dlatego przychodzą do niego, a nie do pobliskiego supermarketu, że to u niego od trzech pokoleń kupuje się prawdziwy chleb – chleb z mąki – jak mówią - a nie z nadmuchanego powietrza… Tradycja zobowiązuje, więc nawet gdy Pan Jan wyjeżdża to nie może spać spokojnie i dzwoni zapytać, czy wszystko w firmie w porządku. Jego żona dzieli z nim obowiązki. To ona jest twarzą firmy - i w urzędach i przed klientami. Wiadomo, że to szefowa otwiera rano sklep i dogląda czy jest towar wystawiony jak należy, a kiedy trzeba sama też staje za ladą i podaje pachnące pieczywo.
Nic dziwnego, że w miasteczku znają ich wszyscy. Nazwisko jest marką. Tak jak to jest w przypadku wielu firm rodzinnych, kiedy to nazwisko założyciela stało się samoistnie funkcjonującym znakiem firmowym.
Pan Jan zaczął jednak odczuwać niepokój, kiedy jego dzieci, w których widział naturalnych dziedziców nie tylko materialnego dorobku, ale i rodzinnej tradycji zaczęły jedno po drugim wyfruwać z gniazda... Studia, rodziny… Ani się obejrzał, jak zostali z żoną sami i piekarnia jakby zaczęła mniej cieszyć.. Jakże to? Miałby ją oddać w obce ręce? Co zrobił nie tak, że żadne z dzieci nawet nie chce myśleć o przejęciu rodzinnego interesu?
 
Kubusiu – kim będziesz?
Kubuś z radością jeździ do dziadków. Jak to dziadkowie – mają dla niego czas i cierpliwość, więc chętnie się z nimi bawi. Pozwalają mu robić to, co oni i tłumaczą, co i po co robią. Kubuś jest bardzo dumny, że rozmawiają z nim jak z dorosłym. Nigdy od nich nie usłyszał, że „dowie się jak będzie duży”. Oni jedni widzą, że jest duży – ma przecież już 6 lat! Kiedy ostatnie lato spędzał u dziadków nie odstępował ich na krok. Oni robią takie fajne rzeczy, jakich w domu nigdy nie widział. I w dodatku dziadek mu pozwalał zaglądać do wielkiej kadzi i pytał czy jeszcze trzeba mieszać zaczyn, czy już jest gotowy. A kiedy rano obudził się wcześniej babcia pozwoliła mu pomagać przy pakowaniu bułeczek w torebki. Teraz zawsze dobrze myje ręce zanim dotknie pieczywa, tak jak tłumaczyła babcia. Tylko ciekawe, czemu ta pani, co mu pakowała drożdżówkę w sklepie zrobiła się taka czerwona, kiedy się tym pochwalił? Może nie wiedziała?  
 
Synku, co robisz?!
Cisza dochodząca z dziecinnego pokoju zwykle nie oznacza dla rodziców nic dobrego, więc Ania zaniepokojona zajrzała do syna. Siedział na dywanie, wytrząsał grosiki ze skarbonki i układał je na kupki. Synku, co robisz? – zapytała. Muszę przygotować wypłatę dla pracowników na jutro a dziś jeszcze trzeba jechać po zakupy, bo mąka się kończy. Tylko nie wiem czy mi starczy i liczę. O widzisz – każdy ma dostać wypłatę tej wysokości – Pokazał na stożek ułożonych 20 groszówek. A dla majstra będzie ta kupka – dziadek mówił, że on wszystkiego pilnuje i dlatego ma więcej niż reszta. To ja też swojemu majstrowi zapłacę więcej. A teraz muszę iść zanieść do piekarni napoje. Tam jest bardzo gorąco i muszę dbać, żeby moi pracownicy mieli zimną wodę. Dziadek zawsze pamięta o swoich i sam im przynosi napoje. Kiedyś powiedział, że pracownicy to największy majątek firmy, wiesz?
 
 Następca
Od powrotu z wakacji nie ma wątpliwości - największym autorytetem dla Kuby jest dziadek. To dzięki niemu malec poczuł się dorosły. Teraz piekarnia jest jego ulubioną zabawą. Nie znaczy to, że stale się tak bawi, ale to niektóre podpatrzone zajęcia niejako samoistnie stały się osnową dnia, włączoną między inne obowiązki  i zabawy. Chłopiec potrafi przerwać budowanie z klocków i pobiec do swojego piekarnianego kącika, by sprawdzić czy ciasto rośnie. A kiedy mama robi prawdziwe w kuchni – zawsze chętnie  jej asystuje.
Dziadkowie z niecierpliwością czekają na kolejne odwiedziny wnuka. Tyle jeszcze mają mu do przekazania. Ale powróciła nadzieja – rośnie im następca.
Małgorzata Gluth 
  Drukuj Poleć znajomemu
 
© 2018 Elixir - nowa formuła życia ::