Migawki

Dla prenumeratorów naszego czasopisma 10% zniżki na kurs praktyk NLP.

Zaglądnij >>> 

 
Jaka tematyka artykułów najbardziej Cię interesuje?
 

Nasze czasopisma

Ezoteryk
Psychologia w Biznesie
akasha_logo.gif
Strona Główna arrow Elixir 2008 arrow Nr 8 arrow Jak znaleźć dobrą pracę?
Jak znaleźć dobrą pracę? Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 
Jak znaleźć dobrą pracę? Wprawdzie nierzadko karierę zawodową wyznacza przypadek, ale szczęściu trzeba pomagać i przynajmniej... „wysłać kupon!” Ostateczny sukces zależy jednak tylko od Was, od Waszej inwencji, determinacji i konsekwencji w działaniu.

W poprzednich dwóch numerach „Elixiru” przedstawiłem Wam, drodzy Czytelnicy, swoje przemyślenia i refleksje na temat aktualnej sytuacji na rynku pracy. Podsumowaniem tych rozważań jest próba odpowiedzi na podstawowe dla wielu z Was pytanie
o wybór optymalnej strategii poszukiwania pracy.
Przedstawione poniżej rady traktujcie, proszę, jedynie jako kierunkowe wskazówki, być może warte uwagi, a nie gotową receptę gwarantującą sukces. Bo tak naprawdę ten sukces zależy tylko od Was, od Waszej inwencji, determinacji i konsekwencji w działaniu. Wprawdzie, jak wskazuje doświadczenie życiowe, nierzadko karierę zawodową wyznacza także przypadek, ale to samo doświadczenie uczy, że szczęściu trzeba pomagać i przynajmniej... „wysłać kupon!”

Krok 1 – staranne przygotowanie „towaru”
Na rynku pracy, jak na każdym innym, spotykają się sprzedawcy i kupujący. Nie każdy sobie uświadamia, że podejmując starania o zatrudnienie występuje w roli sprzedawcy, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Nawet pobieżny ogląd dowolnego targowiska wskazuje na diametralnie różne zainteresowanie poszczególnymi towarami ze strony kupujących, co wyraża się w „głosowaniu nogami”; przy niektórych stoiskach ustawia się kolejka, a do innych godzinami nie zagląda nawet pies z kulawą nogą.
Nie wnikając w reguły wyznaczające skalę zainteresowania kupujących, w naszym przypadku - potencjalnych pracodawców, rozważmy, co się składa na nasz „towar” – ofertę. W największym skrócie, przedkładamy klientom – pracodawcom do oceny formalne kwalifikacje zawodowe, potwierdzone dyplomami i certyfikatami, mniej lub bardziej oczekiwane kompetencje, umiejętności i doświadczenie oraz swoje postawy i cechy osobowościowe, wyznaczające w ostatecznym rozrachunku naszą efektywność i przydatność dla zakładu. Warto sobie uzmysłowić, że z reguły najbardziej różnimy się od potencjalnych konkurentów, handlujących podobnym „towarem”, właśnie przymiotami charakteru, toteż ich odpowiednie wyeksponowanie może być kluczem do sukcesu
w postaci uzyskania intratnej posady. Najpierw musimy jednak znaleźć odpowiedź na podstawowe pytanie: co tak naprawdę jest ważne dla naszego „klienta”, jakie są jego potrzeby i oczekiwania, co może w przedłożonej ofercie odebrać jako atut przesądzający rywalizację na naszą korzyść? Są oczywiście pracodawcy, którzy poszukują wybitnych specjalistów w wąskich dziedzinach wiedzy (np. programistów, tłumaczy, czy prawników), ale nawet dla nich liczyć się będą także takie cechy kandydata, jak: umiejętność pracy w zespole, wysoka motywacja, łatwość uczenia się, komunikatywność, lojalność wobec pracodawcy, itd. Nie przypadkiem wśród ofert pracy wyraźnie dominują propozycje, w których określa się wyłącznie poziom oczekiwanego wykształcenia, a nie konkretny kierunek. Wielu moich rozmówców, właścicieli firm, bądź osób odpowiedzialnych za politykę kadrową podkreślało znaczenie walorów osobowych nowozatrudnionych pracowników wychodząc z założenia, że inteligentnego dorosłego człowieka można niemal wszystkiego nauczyć, natomiast – jeśli nie posiada oczekiwanych przymiotów - nie sposób wychować.
Zatem, zanim rozłożymy nasz „towar” przed potencjalnymi klientami, musimy solidnie przemyśleć wszystkie jego elementy składowe i sposób ekspozycji, pamiętając o elementarnej zasadzie, że to nie nam ma się podobać oferta, lecz konkretnemu odbiorcy, który ma do wyboru wiele innych propozycji. I jeszcze jedna, podstawowa reguła obowiązująca w handlu: nie sprzedam rozsądnemu klientowi korzystnie „towaru”, co do wartości którego sam mam wątpliwości. Nie wygram rywalizacji o pracę z konkurentami, których postrzegam jako lepszych od siebie! Chyba, że trafię na wyjątkowo nierozgarniętego, naiwnego pracodawcę, ale może nie warto wiązać swojej przyszłości z taką osobą?

 


 

Krok 2 – sporządzenie listy poważnych „kontrahentów”, czyli „komu, komu, bo…zostanę w domu!”
Po przeanalizowaniu własnej oferty pod kątem oczekiwań pracodawców, ustaleniu atutów wartych wyeksponowania oraz ewentualnych mankamentów i braków wymagających „podretuszowania”, warto rozważyć, do kogo zaadresować naszą propozycję, komu „sprzedać” swój czas, energię i zaangażowanie, gdzie ulokować aspiracje i nadzieje na osiągnięcie pozycji zawodowej, która stworzy szansę na zaspokojenie - niezwykle ważnej w hierarchii potrzeb – potrzeby samorealizacji.
Wśród długotrwale bezrobotnych często spotykałem osoby już na starcie popełniające błąd, polegający na wybieraniu – w pośpiechu i dla doraźnej wygody - pracodawcę „pierwszego z brzegu” w przekonaniu, że to tylko tymczasowy, krótki epizod, po którym „coś się znajdzie”.
Zapomnieli o tym, że najbardziej trwałe są prowizorki, a w naturze człowieka leży adaptacja do nawet skrajnie niesprzyjających warunków. Można przyzwyczaić się dość szybko do byle jakich warunków w byle jakiej pracy, za byle jaką płacę.
Z reguły bardzo późno dostrzegamy, że w ślad za tym mamy byle jakie życie, a narastająca z czasem frustracja staje się źródłem dyskomfortu i zachowań agresywnych, o które nigdy byśmy siebie wcześniej nie podejrzewali. Można z dużym prawdopodobieństwem prognozować, że absolwentka prestiżowego kierunku na renomowanej wyższej uczelni, która podjęła pracę kasjerki w hipermarkecie, prędzej czy później odczuje boleśnie skutki swej pochopnej decyzji, zwłaszcza konfrontując swoje „dokonania” zawodowe z rówieśnikami, wybierającymi może trudniejszą, ale bardziej ambitna drogę realizacji swoich aspiracji zawodowych.
Warto u progu kariery zawodowej odpowiedzieć sobie na pytanie, jaka kategoria pracodawców może zapewnić mi godziwy status zawodowy i stworzyć warunki do samorozwoju? Czy interesuje mnie praca koncepcyjna w dużej firmie, o mocnej pozycji rynkowej, czy też w pełni zadowoli zatrudnienie w małym zakładzie, gdzie wystarczy odtwarzać czynności zawodowe według ustalonych wzorców, a skromniejsze uposażenie zrekompensuje familijna atmosfera? A może powinienem uruchomić własną działalność gospodarczą i – pomimo ryzyka - czerpać satysfakcję z pracy „na swoim”?
Odpowiedzi na tak postawione pytania są niezwykle ważne, bowiem determinują wybór strategii poszukiwania pracy, w tym również zasięg geograficzny podejmowanych działań. Tymczasem obserwuję na co dzień swoistą ucieczkę młodych ludzi od rozstrzygania takich dylematów, bądź próby odroczenia w czasie ważnych życiowo decyzji o wyborze drogi zawodowej. Jaskrawym tego przykładem są bardzo popularne staże, finansowane przez urzędy pracy. Na okres od 6 do 12 miesięcy absolwenci szkół ponadgimnazjalnych i wyższych uczelni na ogół chętnie podejmują pracę, często w instytucjach państwowych i organach administracji samorządowej, które – bardzo rade z darmowej „siły roboczej” - nie tylko nie gwarantują im zatrudnienia po ukończeniu stażu, ale już na wstępie nie mają takich możliwości (limit etatów). Tymczasem stażyści – pomimo pozostawania na statusie osoby bezrobotnej - zadowalają się wyjątkowo skromnym wynagrodzeniem i najprostszymi zadaniami („przynieś, podaj, pozamiataj”)
i przestają szukać stałej pracy w naiwnym przeświadczeniu, że rozpoczęli właśnie karierę urzędniczą.
W moim przekonaniu staże absolwenckie są w obecnej sytuacji wyjątkowo drogim i nieskutecznym instrumentem, którego nieprzewidzianym przez ustawodawcę „ubocznym” efektem jest wielomiesięczna bierność znaczącej grupy młodzieży, która wkracza na dynamicznie zmieniający się rynek pracy ze znacznym opóźnieniem i „dołującym” poczuciem niedowartościowania przez pierwszego pracodawcę.
Reasumując, w moim przekonaniu każdy poszukujący pracy powinien wnikliwie rozważyć, do kogo zaadresować swoją ofertę, a sporządzona na tej podstawie lista potencjalnych pracodawców powinna stać się podstawowym narzędziem dla opracowania indywidualnego planu działania.

Po ustaleniu, co chcę „sprzedać” i kto może być potencjalnym odbiorcą mojego „towaru” pora na:
Krok 3 – przygotowanie „transakcji” tak, aby zakończyła się sukcesem
Wracając do naszego przykładu z targowiska warto sobie uzmysłowić, że o powodzeniu decyduje nie tylko jakość towaru, ale - w nie mniejszym stopniu - usytuowanie straganu (przy głównych ciągach komunikacyjnych lub na peryferiach) oraz umiejętności marketingowe sprzedawcy. Przekładając te prawidłowości na interesujący nas problem skuteczności w poszukiwaniu atrakcyjnej pracy (innej szukać nie warto!), niezależnie od „jakości towaru” wyznaczonej poziomem kwalifikacji formalnych, kompetencji, umiejętności i doświadczenia oraz listą istotnych dla pracodawcy przymiotów osobowościowych – końcowy sukces kandydata do zatrudnienia wyznacza sama dostępność jego oferty oraz sposób jej zaprezentowania. W tej kwestii rada naszych prababć: „siądź w kącie – a znajdą cię!” wyjątkowo rozmija się z rzeczywistością.
Z własnego bogatego doświadczenia nabytego w roli klientów wiemy, że najbardziej przekonuje nas do zawarcia transakcji – zwłaszcza w przypadku nabywania towarów drogich, o subiektywnie dużym znaczeniu – bezpośredni „namacalny” kontakt z towarem oraz jego profesjonalna, kompetentna rekomendacja. Tym wszystkim, którzy traktują Internet jako najlepszy sposób komunikacji z potencjalnym pracodawcą chciałbym uświadomić, że sami nie korzystaliby wyłącznie z tej drogi przy zakupie mieszkania, samochodu, ślubnej sukni, psa, etc. Nowy pracownik jest w każdej firmie nabytkiem ważnym i cennym, toteż pracodawcy tworzą własne, często wieloetapowe strategie naboru, których kulminacyjnym etapem jest spotkanie face to face z kandydatem.
Wychodząc naprzeciw tym procedurom warto na etapie poszukiwania pracy przyjąć zasadę, że pierwszy kontakt drogą elektroniczną, telefoniczną lub listową winien służyć wyłącznie do zainspirowania i stworzenia odpowiedniego klimatu dla osobistego spotkania z właścicielem firmy, bądź osobą upoważnioną przez niego do prowadzenia polityki personalnej. Jeżeli wpadłeś do firmy bez uprzedzenia i zostałeś spod gabinetu szefa spławiony przez sekretarkę słowami: „proszę zostawić dokumenty, my się do Pana (-i) odezwiemy” to bądź pewien, że nic z tego nie będzie. Zmarnowałeś swój czas i pieniądze (dojazd, fryzjer, nowy garnitur, garsonka, itp.). To wcale nie znaczy, że wizyty w zakładach są sensowne jedynie w terminie, kiedy został ogłoszony nabór nowych pracowników. Wręcz przeciwnie, bowiem w takich sytuacjach jesteśmy poddawani w sposób metodyczny konfrontacji z „konkurencją”, a wynik tej konfrontacji nie koniecznie musi być dla nas korzystny. Warto podejmować próby przedstawienia swojej oferty „solowo”, w indywidualnym kontakcie, bez presji czasowej, jaka z reguły towarzyszy „castingom” na atrakcyjne stanowiska. Możemy z góry założyć, że w zakładzie liczącym znaczną liczbę pracowników, nawet jeśli nie planuje się przyjęć do pracy, następuje naturalna rotacja na stanowiskach opuszczanych przez osoby odchodzące na emeryturę bądź rentę, zwalniane na własną prośbę lub w wyniku postępowania dyscyplinarnego, itd. Pierwszy zasadniczy problem polega na tym, jak dostać się do pracowników decyzyjnych. Mogą nam w tym pomóc rekomendacje osób znaczących dla pracodawcy, ale nawet przy braku takich znajomości możemy podjąć skuteczną próbę dotarcia pod warunkiem, że poprosimy o bezpośredni kontakt z właścicielem (prezesem, dyrektorem, szefem działu kadr) „w celu przedstawienia atrakcyjnej dla zakładu oferty”, a nie po to, „żeby dostać pracę”. Niby to samo, ale jak podane! Po pokonaniu tej bariery stajemy w obliczu jeszcze ważniejszego problemu: jak przekonać rozmówcę, że nasza propozycja zasługuje na szczególną uwagę, toteż warto – jeśli aktualnie nie ma możliwości zatrudnienia - odłożyć przekazane w finale rozmowy dokumenty aplikacyjne na półkę z napisem „cenne – do wykorzystania” lub zarekomendować nas zaprzyjaźnionemu pracodawcy, poszukującemu sensownej osoby na wakujące stanowisko.

 

"... i jemu się wydaje, że wie, co dla mnie jest ważne ..." 

Krok 4 – ustalenie strategii rozmow kwalifikacyjnej
Przykro mi, ale nie dysponuję w tej materii jedną niezawodną „receptą” na efektywne spotkanie z każdym pracodawcą. Mogę jedynie podzielić się z Wami kilkoma sugestiami, które – w moim przekonaniu – mogą zwiększyć szanse na ostateczny sukces:
Powinniście w rozmowie wykazać się możliwie jak największą wiedzą o firmie – jej historii, pozycji na rynku, kluczowych problemach i dokonaniach, sugerując jednoznacznie, że Wasza wizyta nie jest przypadkowa, gdyż nie biegacie „za robotą” od firmy do firmy, lecz świadomie wybraliście ten wyjątkowy, atrakcyjny zakład (i jego znakomitego szefa!), któremu zamierzacie poświęcić swój czas, energię, potencjał twórczy i zaangażowanie;
W ramach „wywiadu gospodarczego”, poprzedzającego rozmowę, warto poznać oczekiwania i preferencje rozmówcy, bowiem akcentując w trakcie spotkania przywiązanie do analogicznych wartości (np. punktualność, precyzja wykonania zadań zawodowych, harmonijna współpraca w zespole) możecie bardziej „zapunktować” niż przedkładając kolejne dyplomy i certyfikaty z ukończonych kursów;
Przygotujcie się starannie do rozmowy kwalifikacyjnej, ale nie wyklepujcie wcześniej opracowanych „do kropki”, często powielanych przez poprzedników formułek; spróbujcie wprowadzić konwencję otwartego dialogu (np. poprzez pytania dotyczące szczegółowych oczekiwań pracodawcy), uważnie obserwujcie i reagujcie na wypowiedzi rozmówcy rozpraszając jego obawy dotyczące Waszej kandydatury, a ponadto – co najważniejsze – zachowujcie się w sposób wzbudzający sympatię, bowiem rozmowa „na uśmiechu” to więcej niż połowa sukcesu!!!
Nie traktujcie spotkania nadmiernie prestiżowo, na zasadzie: „wszystko, albo nic”, bo to może Was tylko usztywnić i znacznie ograniczyć zakładane efekty autoprezentacji; dajcie pracodawcy możliwość odroczenia ostatecznej decyzji, zadeklarujcie w razie potrzeby gotowość uzupełnienia swojej wiedzy, doskonalenie kompetencji i umiejętności zawodowych, a nawet – jeśli gra jest warta świeczki – zgłoście akces do czasowego zatrudnienia na statusie wolontariusza, co w ostatecznym obrachunku może okazać się niezwykle korzystne („jestem przekonany, że po miesiącu nieodpłatnej pracy przekona się Pan o mojej przydatności dla firmy”);
Przyjmijcie każdą negatywną decyzję - odrzucenie Waszej oferty - z pogodą ducha i oczywistym przeświadczeniem, że nie ma ona nic wspólnego z oceną Waszej wartości, a jedynie jest efektem niedopasowania złożonej propozycji do aktualnych potrzeb tego konkretnego zakładu; bogatsi o kolejne doświadczenie, po wnikliwej analizie przebiegu rozmowy, konsekwentnie, zgodnie
z opracowanym i korygowanym na bieżąco indywidualnym planem, odwiedzajcie kolejnych wytypowanych pracodawców, aż do skutku w postaci znalezienia ATRAKCYJNEJ, DOBRZE PŁATNEJ, PERSPEKTYWICZNEJ PRACY NA MIARĘ WASZYCH AMBICJI I ASPIRACJI.
Reasumując, poszukiwanie pracy jest w swojej istocie najtrudniejszą pracą, która – aby przynieść sukces - wymaga wyjątkowo precyzyjnego planowania, systematycznych i przemyślanych działań oraz ich bieżącego monitoringu i ewaluacji, umożliwiającej korygowanie na bieżąco popełnianych błędów i efektywne wykorzystanie na rynku pracy pozyskiwanych doświadczeń. 

Krok 5 – najważniejszy – utrzymać się w pracy!
Kardynalnym błędem, popełnianym przez wielu nowozatrudnionych, z reguły młodych ludzi, jest przeświadczenie, że raz zdobyta praca jest dana „na zawsze”. Po wysiłkach związanych z jej poszukiwaniem mogę sobie nareszcie odpocząć, a więc… nogi na biurko, pogawędki przy kawusi, co tam słychać w Internecie, krótko mówiąc: „robota nie zając”. Nie zauważają, że przez kilka pierwszych miesięcy są obiektem dyskretnej, ale bardzo uważnej obserwacji ze strony kierownictwa firmy. Nie zauważają często aż do dnia, w którym usłyszą grzeczne i stanowcze: „Do widzenia, miło się z panem/-ią pracowało!”. Zapomnieli, że ta firma, na której tak im zależało na etapie poszukiwania pracy, jest atrakcyjna i mocna na rynku właśnie z tego powodu, że potrafi inwestować w dobrych pracowników, natomiast szybko pozbywa się „personalnych artefaktów”. Jeżeli Was także spotkała taka „niespodzianka”, to wtedy nie pozostaje nic innego, jak „otrząsnąć się” i – bogatsi o to wyjątkowo bolesne doświadczenie – ponownie poszukiwać atrakcyjnego zatrudnienia, od początku, „step by step”.

Piotr Karmiński

P.S. Zainteresowanych tematem zapraszam do indywidualnych kontaktów na adres: karminski@poczta.onet.pl
  Drukuj Poleć znajomemu
 
© 2018 Elixir - nowa formuła życia ::