Migawki

Dla prenumeratorów naszego czasopisma 10% zniżki na kurs praktyk NLP.

Zaglądnij >>> 

 
Jaka tematyka artykułów najbardziej Cię interesuje?
 

Nasze czasopisma

Ezoteryk
Psychologia w Biznesie
akasha_logo.gif
Strona Główna arrow Elixir 2008 arrow Nr 5,6 arrow Rynek pracy ? mity i rzeczywistość
Rynek pracy ? mity i rzeczywistość Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 0
KiepskiŚwietny 

Rynek Pracy

Niezależnie od dotychczasowych sukcesów, wygranych konkursów i zdanych celująco egzaminów, młodzi ludzie mają przed sobą szczególnie ważny, prawdziwy EGZAMIN DOJRZAŁOŚCI, podczas którego skala ocen mieści się w przedziale: od bezczynności lub dorywczej pracy „na czarno” -  po intratną posadę z perspektywą rozwoju zawodowego i rosnących zarobków.

Rynek Pracy

}Wiara w stereotypy
Zakończył się rok szkolny i akademicki. Absolwenci szkół ponadgimnazjalnych oraz osoby z tytułami licencjata lub magistra na ogół jeszcze odpoczywają po trudach nauki, ale już za chwilę pojawią się gremialnie na rynku pracy z nadzieją na pierwsze stałe zatrudnienie, stosowne do ich ambicji zawodowych i aspiracji płacowych.Na tej drodze spotkają na początek… silną konkurencję w postaci ciągle jeszcze licznej grupy bezrobotnych, często z analogicznym poziomem kwalifikacji, a jednocześnie większym doświadczeniem w kontaktach z pracodawcami.
Poszukujący pracy mogą się potknąć także o szereg obiegowych sądów, stereotypowych opinii, kolportowanych najczęściej przez osoby długotrwale bezrobotne i okazjonalnych „doradców” zawodowych, nierzadko powielanych przez media, których skutkiem może być wybór błędnej strategii, ograniczającej szanse na optymalne zatrudnienie.
Wszystkim zainteresowanym przedstawiam pod rozwagę wybraną, z natury subiektywną „listę mitów” w przekonaniu, że jej analiza może pomóc w zrozumieniu rzeczywistej sytuacji na rynku pracy, a w ślad za tym - w wyborze racjonalnych sposobów poruszania się po tym rynku.

W Polsce można coraz łatwiej dostać dobrą pracę
a co za tym idzie – problem bezrobocia ulega systematycznie marginalizacji, migracja za granicę nie ma większego sensu (zwłaszcza w kontekście silnej złotówki), a przed reemigrantami z Europy Zachodniej roztaczają się świetlane perspektywy rozkręcenia w kraju własnych interesów.
W moim przekonaniu ta powszechnie lansowana teza pociąga za sobą wyjątkowo negatywne konsekwencje społeczne, bowiem z jednej strony zwalnia instytucje publiczne (szkoły, uczelnie, urzędy pracy) z obowiązku przygotowania młodzieży i bezrobotnych do aktywnego wejścia na rynek pracy, a z drugiej – tworzy przed poszukującymi zatrudnienia iluzję uzyskania bez większych wysiłków intratnej posady.
Tymczasem realia są znacznie bardziej skomplikowane. Mówiąc najprościej, rzeczywiście coraz łatwiej jest znaleźć pracę, ale głównie byle jaką, za byle jakie pieniądze, wymagającą byle jakich kwalifikacji i umiejętności, realizowaną w byle jakich warunkach BHP, z byle jakim zabezpieczeniem socjalnym, a w konsekwencji stwarzającą nowo zatrudnionym byle jakie perspektywy na godne życie.Aktualnie rzeczywiście niemal  każdy zainteresowany może bez większego wysiłku zatrudnić się, ale z reguły w szarej strefie, na stanowiskach robotniczych, przy prostych pracach fizycznych.
Natomiast pula ofert dla kandydatów o specjalistycznych kwalifikacjach, w tym absolwentów wyższych uczelni jest nader skromna, co przy ewidentnej „nadprodukcji” osób z wykształceniem wyższym zaostrza konkurencję i powoduje, że tylko nieliczni zwyciężają w wyścigu o atrakcyjną pracę.
Zapominamy bowiem często, że relatywnie niski odsetek zarejestrowanych w urzędach pracy bezrobotnych, którzy ukończyli studia to przede wszystkim efekt podejmowania przez nich na masową skalę pracy poniżej poziomu wyuczonych kwalifikacji. W konsekwencji „wypychane” na bezrobocie są osoby o niższym poziomie wykształcenia, choć posiadają kompetencje odpowiadające wymogom oferowanych stanowisk.
Warto pokusić się o „spis powszechny” osób z tytułem magistra zatrudnionych na podrzędnych stanowiskach w placówkach handlowych, zakładach gastronomicznych, czy też przedsiębiorstwach produkcyjnych w kraju i za granicą, aby uświadomić sobie skalę tego zjawiska oraz jego negatywne konsekwencje w skali jednostkowej i społecznej.
W kontekście niewielkiego w rzeczywistości zapotrzebowania na specjalistów, studenci z wielu polskich „uczelni”, które swój status zawdzięczają często jedynie wybujałym ambicjom lokalnych władz, powinni na pierwszych zajęciach usłyszeć, że studiują „hobbystycznie”, bowiem uczelnia zapewnia wprawdzie zatrudnienie, ale niemal wyłącznie… swojej kadrze wykładowej. Podobną informację powinni uzyskać także uczniowie wielu szkół zawodowych, które - trwając siłą tradycji - w niewielkim stopniu spełniają potrzeby i oczekiwania lokalnych pracodawców dotyczące kompetencji kandydatów do zatrudnienia.
Reasumując, atrakcyjne oferty pracy, skrojone na miarę aspiracji coraz lepiej wyedukowanej młodzieży, to nadal towar deficytowy, po który zainteresowani ustawiają się w długiej kolejce, przy czym z góry wiadomo, że większość z nich będzie musiała z konieczności zadowolić się „substytutami” dalekimi od wyobrażeń o punkcie startowym do satysfakcjonującej kariery zawodowej.

W Polsce dobrą pracę można dostać wyłącznie „po znajomości” 
to kolejny mit, mocno utrwalony w społecznej świadomości zapewne jako relikt słusznie minionej epoki, w której praktycznie nie funkcjonował sektor prywatny, a o awansie zawodowym w placówkach publicznych i przedsiębiorstwach państwowych decydowały względy poza merytoryczne, w tym zwłaszcza przynależność do partii -„wiodącej siły narodu”.
Można się wprawdzie zgodzić, że aktualnie także w sektorze publicznym (administracja, szkolnictwo, itd.) koneksje i tzw, układy stanowią bardziej znaczące atuty kandydata do zatrudnienia niż jego wiedza, kwalifikacje i kompetencje zawodowe. Rzeczywiście, wśród bezrobotnych nie zastaniemy dzieci i „pociotków” burmistrzów, prezydentów miast, kierowników jednostek państwowych.
Pamiętam z autopsji kilka konkursów na stanowiska kierownicze w oświacie i kulturze. Nie zapomnę pani, która wygrała  rywalizację o posadę dyrektora ośrodka kultury wśród licznej konkurencji kompetentnych ludzi z branży, podczas gdy sama zajmowała się wcześniej doradztwem rolniczym. Podobno jej szczególnym atutem był świeżo ukończony „kurs haftu krzyżykiem”, choć wtajemniczeni twierdzili, że stanowisko załatwił jej spokrewniony wójt, zaprzyjaźniony z burmistrzem gminy organizującej konkurs. Z kolei w mieście powiatowym wśród wymogów sformułowanych wobec kandydatów na kierownika działu promocji miasta na poczesnym miejscu znalazła się znajomość języka norweskiego, co zredukowało listę zainteresowanych do jednej osoby, zapewne przez przypadek ściśle związanej z prezydentem miasta.
Powyższe przykłady zdają się potwierdzać tytułową tezę, ale – w moim przekonani - nie stanowią dowodu na to, że poprzez znajomości można otrzymać dobrą pracę. Wystarczy porównać wysokość zarobków, jakie otrzymują specjaliści i osoby na kierowniczych stanowiskach z tzw. budżetówki, a jakie zatrudnieni w sektorze prywatnym, aby się przekonać, że naprawdę atrakcyjne oferty pracy spotykamy niemal wyłącznie w firmach prywatnych. A tu żadna miernota z najlepszymi koneksjami nie ma szans w konfrontacji z dobrymi fachowcami. Po prostu, dla właścicieli liczy się przede wszystkim zysk, a zatem podstawową miarą przydatności kandydata do zatrudnienia jest jego wkład w pomnożenie dochodów firmy. Ponadto zatrudnienie osoby protegowanej grozi konfliktami z jej „mecenasem” („dlaczego tak mało zarabia?”, „musisz dać urlop w lipcu, bo jedziemy na wczasy”, itp.), a także może wpłynąć destrukcyjnie na integrację zespołu pracowniczego (szef ma swoją „wtyczkę”).
Biorąc pod uwagę fakt, że nowe miejsca pracy generuje głównie sektor prywatny, oferując z reguły znacznie wyższe wynagrodzenie niż zakłady i instytucje z sektora publicznego, osoby poszukujące pracy bez koneksji i tzw. układów mogą skutecznie ubiegać się o atrakcyjne posady, a źródeł ewentualnego niepowodzenia winny upatrywać we własnych mankamentach, a nie w koneksjach rywali. Niemniej należy sobie uświadomić, że dla kierownictwa zakładu ważnym atutem mogą być rekomendacje, wskazujące na przydatność kandydata do pracy, formułowane przez wiarygodne osoby.
Warto więc zadbać o własny wizerunek i jego promocję wśród potencjalnych pracodawców.
 

  Drukuj Poleć znajomemu
 
© 2018 Elixir - nowa formuła życia ::